Renault Espace 2,0 dCi 189KM EDC Initiale Paris – oczami Leszka

Oryginalność na przekór trendom

Wśród inwazji SUV-ów i crossoverów Renault udowadnia, że koncept wprowadzony na rynek blisko 40 lat temu wciąż ma do zaoferowania coś oryginalnego i godnego uwagi kupującego. 

Fot. Leszek Kadelski

Od samego początku celem Espace było umożliwienie siedmiu osobom podróży w maksymalnie komfortowy sposób. Piąta generacja tego modelu właśnie przeszła lifting, ale pozostała wierna temu założeniu. Jednocześnie francuscy projektanci sprytnie dostosowali się do rynkowej mody na podwyższone auta. Nadwozie zaprojektowano bezkompromisowo: boczna sylwetka może kojarzyć się wręcz z pociągiem wysokich prędkości. Espace stoi na ogromnych, 20-calowych kołach z oponami o szerokości 255 mm. Ale ponieważ nie jest to SUV, całość nie przytłacza rozmiarem. Wręcz przeciwnie, Espace to połączenie funkcjonalności i elegancji w najlepszym francuskim stylu.

 

W środku przestrzeń i komfort…

Zarówno przednie, jak i tylne drzwi otwierają się bardzo szeroko. Dzięki temu wsiada się bardzo wygodnie, a ponieważ drzwi zakrywają progi – także bez obaw o czystość ubrania w okolicy kostek. Obszyte skórą nappa fotele są wyjątkowo obszerne i kształtem bardziej kojarzą się z meblem niż wyposażeniem samochodu. Elektrycznie sterowane, podgrzewane, wentylowane i z funkcją masażu. Nawet zagłówki można regulować tak, by podpierały tył głowy lub pozostały w gotowości z tyłu. Wszystkie 3 fotele w tylnym rzędzie można indywidualnie przesuwać do przodu i do tyłu – dzięki temu można wygospodarować więcej miejsca dla podróżujących na miejscach numer 6 i 7 w ostatnim rzędzie siedzeń. Te dodatkowe siedzenia bez problemu rozkłada się sięgając od strony bagażnika, za to wszystkie 5 siedzeń w drugim i trzecim rzędzie można złożyć naciśnięciem guzików na panelu w bagażniku. Dzięki dużym tylnym drzwiom łatwo zająć miejsce w ostatnim rzędzie, a i miejsca tam nawet nie brakuje. Z pewnością nie są to tylko miejsca dla dzieci – osoba o wzroście 170 cm będzie tam podróżować całkiem wygodnie. 

Kokpit otula kierowcę. Ciekawe prezentuje się zaokrąglone przejście kokpitu w boczek drzwi. Wysoko poprowadzona konsola pomiędzy fotelami powoduje, że wnętrze kabiny bardziej przypomina limuzynę niż SUVa, zwłaszcza z tych starszych generacji. Dotk myśliwca, ale zmianę kierunku jazdy wybiera się przesuwając dźwignię po skosie. Oczywiście, można ręcznie zmieniać przełożenia, ale to nie jest samochód do sportowej jazdy. 

…a na drodze – zwinność

Mimo sporych rozmiarów, Espace jest zaskakująco łatwe do manewrowania w ciasnych przestrzeniach. Po pierwsze, widoczność zza kierownicy jest wzorowa – dzięki dużym oknom. Po drugie, pomagają duże lusterka, które umieszczona na tyle nisko, że nie zasłaniają widoku do przodu i w bok (nie powiększają optycznie słupków A). Po trzecie, jest kamera cofania i zestaw czujników. Brakuje za to kamery 360 stopni, ale biorąc pod uwagę powyższe – nie jest to dokuczliwe. Espace ma innego asa w rękawie – wszystkie koła mogą się skręcać, tylne wprawdzie tylko o 4 stopnie (to praktycznie niewidoczne), ale wystarcza by zwinnie wślizgnąć się w miejsce parkingowe. 

Pod maską Espace przyjemnie mruczy dwulitrowy silnik Diesla o mocy 189 KM. Renault przyzwyczaja do wysokiej kultury pracy swoich jednostek napędowych, zwłaszcza tych współpracujących z dwusprzęgłową skrzynią biegów. Mocy jest „wystarczająco”, a i zużycie paliwa – jak na tak ciężki i duży samochód – jest w zupełności akceptowalne. W mieście ok. 7,6 l /100 km, na małych drogach da się zejść nawet do 6,4 l/100. Niestety, na autostradzie powyżej 120 km/h zużycie rośnie szybko powyżej 8 l / 100 km. Biorąc pod uwagę opływowy kształt nadwozia to nieco zaskakujące. 

Czemu tak głośno?

I tu właśnie pojawia się zaskakująca wada tej luksusowej francuskiej salonki – dokuczliwe szumy opływowe przy prędkościach autostradowych. Ze strony słupków A słychać huk powietrza. Subiektywnie w Espace przy 140 km/h nie jest wcale ciszej niż w dobrze wyciszonym autku segmentu B. Biorąc pod uwagę cenę Espace i jego pozycjonowanie na rynku, takie braki w wyciszeniu są po prostu niezrozumiałym zgrzytem. Cała cały samochód sprawia wrażenie zaprojektowanego tak, by odciąć kierowcę od świata. Siedzi się na tyle wysoko, by na innych kierowców patrzeć z góry. Zawieszenie jest zestrojone na tyle komfortowo, na ile tylko można to zrobić bez nieprzyjemnego pochylania się w zakrętach. To idealny przepis na „pożeracza tras”, gdyby tylko zadbano o lepsze wyciszenie górnej części kabiny. Niestety, żadna z opcji nie umożliwia poprawienia tego niedociągnięcia nawet za dopłatą. 

Źródłem hałasu w kabinie nie jest imponujących rozmiarów panoramiczne okno dachowe. Nie tylko wspaniale rozświetla wnętrze, ale także przednia część otwiera się tak szeroko, że można poczuć, jakby Espace miało nadwozie typu targa. Gdy słońca jest za dużo, elektrycznie sterowana roleta zapewni cień. A gdy słońca nie ma, wnętrze kabiny rozświetlą diody LED w dowolnym kolorze. I tu kolejny drobny zgrzyt – system multimediów, z dużym ekranem o doskonałej jakości, nie ma własnego czujnika poziomu oświetlenia. Zamiast tego jest na sztywno spięty z czujnikiem włączającym światła mijania. To prowadzi do sytuacji, w której za wcześnie nawigacja wyświetlana jest w trybie nocnym, podczas gdy na zewnątrz jest jeszcze całkiem jasno – i na ekranie niewiele widać. Sytuację ratuje wyświetlanie wskazań nawigacji zarówno na ekranie wskaźników przed kierowcą, jak i na HUD – i to nawet, gdy korzystamy z AndroidAuto. Szkoda tylko, że jak w każdym Renault, asystenta Google można aktywować wyłącznie dotykając ikonki na ekranie centralnym, a nie guzikiem na kierowcy. 

Da się pokochać

Choć od premiery Renault Espace piątej generacji mija w tym roku 6 lat, auto wygląda wciąż na tyle świeżo, że lifting okazał się bardzo kosmetyczny. Największą różnicą są matrycowe światła przednie. Jeśli kogoś nie interesują nowinki techniczne, wystarczy po prostu powiedzieć mu, że od teraz nie musi w ogóle zawracać sobie głowy przełączaniem między światłami mijania a drogowymi. Droga przed samochodem jest zawsze optymalnie oświetlona, a sterownik świateł dba o to, by nikogo nie oślepiać – i wychodzi to naprawdę imponująco. 

Fot. Leszek Kadelski

Dla kogo jest Renault Espace? Dla kogoś, kto ma już dość SUV-ów, a chciałby mieć samochód o porównywalnej funkcjonalności do największych z nich. Oraz dla kogoś, kto lubi się wyróżniać z zachowaniem dobrego smaku. Parafrazując starego suchara – właściciel Espace’a nigdy pomyłkowo nie odśnieży samochodu sąsiada. Trzeba tylko umieć przymknąć oko na kilka irytujących niedoróbek.

Autor: Leszek Kadelski

Fot. Autor

Wszelkie prawa zastrzeżone!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s